
Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że współfinansowany przez pracodawcę “dostęp do programu komputerowego” (chodziło o program motywacyjny oparty na technologii blockchain) oferowanego pracownikom po cenie niższej niż rynkowa może być wyłączony z podstawy wymiaru składek ZUS.
Sąd odrzucił stanowisko ZUS, który twierdził, że licencja do oprogramowania nie mieści się w pojęciu artykułu, przedmiotu ani usługi. Według sądu trzeba oceniać nie samą nazwę świadczenia, lecz jego rzeczywistą funkcję: tu był to cyfrowy system benefitów i rabatów, a nie pieniężny ekwiwalent wynagrodzenia. Znaczenie miało też to, że świadczenie wynikało z regulaminu wynagradzania i było częściowo odpłatne po stronie pracownika.
Istotnych w tej spawie było kilka kwestii. Między innymi ważna była częściowa odpłatność pracownika. W tej sprawie pracownik partycypował w koszcie, a wyłączeniu ze składek podlegała tylko różnica między ceną nabycia usługi a odpłatnością ponoszoną przez pracownika. To nie był darmowy benefit finansowany w całości przez pracodawcę.
Również świadczenie nie było ekwiwalentem pieniężnym. We wniosku spółka wskazała, że pracownik nie mógł zamienić prawa do zakupu usługi na gotówkę, a sąd podkreślił, że świadczenie nie stanowi ekwiwalentu w formie pieniężnej ani elementu wynagrodzenia za pracę. Dla praktyki biznesowej to jeden z kluczowych warunków bezpieczeństwa.
Po pierwsze, liczy się konstrukcja świadczenia, a nie jego nazwa. Sąd uznał, że dostęp do programu komputerowego może być potraktowany jako usługa cyfrowa, więc nie sama etykieta „licencja” czy „token” decyduje o oskładkowaniu, tylko rzeczywista funkcja benefitu.
Po drugie, wyłączenie ze składek może dotyczyć także benefitów cyfrowych, ale tylko gdy spełniają warunki z § 2 ust. 1 pkt 26 rozporządzenia: wynikają z układu zbiorowego, regulaminu wynagradzania albo przepisów o wynagradzaniu oraz polegają na uprawnieniu do zakupu po cenach niższych niż detaliczne. Sąd wprost wskazał, że takie korzyści materialne nie wchodzą do podstawy wymiaru składek.