

Peja vs. Stan Borys – „sposób zakończenia tego sporu jest dowodem na to, że pasja do muzyki potrafi łączyć nie tylko pokolenia, ale różne jej style i nurty z korzyścią dla odbiorców, fanów zarówno Stana Borysa, jak i Peji. Stan Borys i Peja mają nadzieję, że po przerwie spowodowanej sporem sądowym, „Głucha Noc” zabrzmi na nowo z głośników, ale nie na sali sądowej, lecz tym razem naprawdę „Na Legalu” – możemy przeczytać w oświadczeniu muzyków, które jest zwieńczeniem zawartej pomiędzy nimi ugody.
Zainteresowani zapewne wiedzą, czego dotyczyła sprawa – Peja wykorzystał fragment tekstu oraz wykonania piosenki Stana Borysa “Chmurami zatańczy sen” w piosence “Głucha Noc”. Zgodnie z prawem autorskim, wykorzystanie tak dużego fragmentu powinno nastąpić za zgodą autora, w tym wypadku Stana Borysa. Podobno Peja o tym wiedział, niemniej (zgodnie z oficjalną wersją wydarzeń) T1- TERAZ, czyli wydawca płyty, poinformowany przez Peję o tym fakcie, z nieznanych powodów nie wystąpił o taką zgodę.
Ten frapujący wstęp miał za zadanie przybliżenie Wam tematu tego artykułu, mianowicie samplingu (dla niezorientowanych proponuję zapoznać się z twórczością Pana Kutimana, i jego projektem ThruYOU – próbka poniżej). Bezspornie, sampling stanowi formę eksploatacji przedmiotu praw autorskich. W niektórych sytuacjach wykorzystania sampla, (podobnych do powyższej), mamy do czynienia z dziełem zależnym, gdzie z oczywistych względów, konieczne jest uzyskanie zgody autora utworu pierwotnego, a jeżeli sobie tego zażyczy, również należne jest stosowne wynagrodzenie. Z kolei, do innych przypadków samplowania zaliczamy cytat muzyczny lub słowno-muzyczny. W tej sytuacji, twórca nowego utworu korzysta z tzw. dozwolonego użytku. I o tym drugim przypadku (zapewne bardziej interesującym dla niektórych, ze względu na jego nieodpłatność) napiszę szerzej.
W myśl art. 29 ust. 1 ustawy o prawie autorskim, wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości. Możliwość rozciągnięcia zakresu prawa cytatu na sampling wprowadza ostatnia z ustawowych przesłanek, właśnie prawa gatunku twórczości. Pojawia się tutaj pytanie, czy prawa gatunku twórczości (w tym przypadku twórczości muzycznej) rzeczywiście zezwalają na nieskrępowane, swobodne “cytowanie”?
Przede wszystkim należałoby się zastanowić nad dopuszczalnymi rozmiarami takiej wesołej twórczości. Tu i ówdzie, mówi się o “zasadzie siedmiu kolejnych taktów” czy “zasadzie trzech sekund”, które nie mają jednak decydującego znaczenia, co najwyżej mogą stanowić przydatną wskazówkę. Skoro nie mamy pewności co jest dopuszczalne, spróbujmy podejść do tematu od drugiej strony – co nie jest dopuszczalne. Na pewno nie można używać cytatu muzycznego, jeżeli nie jest to uzasadnione rodzajem twojej twórczości, czyli nie jest to sampling. Twój utwór nie może korzystać z utworu oryginalnego w takim stopniu, iż staje się czymś w rodzaju jego przeróbki, opracowania (wtedy: patrz art. 2 ustawy o prawie autorskim). Pomocne będą ograniczenia swobody eksploatacji w ramach dozwolonego użytku, wynikające z art. 34 i 35 ustawy o prawie autorskim.
Sampling nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. Ponadto, w każdym wypadku, gdy istnieje możliwość bezpłatnego skorzystania z utworu, istnieje równocześnie obowiązek podania twórcy i źródła (chyba że wkład wykonawcy zsmaplowanego utworu, pozostaje niedostrzegalny).
A co kiedy Twój utwór jest jedynie wyraźnie inspirowany innym utworem? Albo wykorzystałeś sampel z utworu muzyka, który zmarł 70 lat temu? Masz szczęście, prawdopodobnie w najbliższym czasie twoja twórczość nie popłynie z głośników na sali sądowej.


Tak naprawdę, proces rejestracji zbioru danych osobowych jest prosty, bowiem wystarczy wypełnić i wysłać do GIODO ( zgodny ze wzorem wniosek. Obligatoryjnie należy w nim oznaczyć administratora danych osobowych, cel przetwarzania danych, sposób ich zbierania i udostępniania oraz opis środków technicznych i organizacyjnych związanych z prowadzonym zbiorem.
Wniosek można wypełnić za pomocą kreatora na stronach GIODO, złożyć online podpisany podpisem elektronicznym lub po złożeniu online wydrukować i dosłać do GIODO podpisany papierowy. Sam wniosek nie jest skomplikowany i można go wypełnić w kilkanaście minut. Jego złożenie jest, a może raczej powinno być ostatnim krokiem w tym procesie. Niestety, konieczne jest przygotowanie jeszcze kilku dokumentów, za których brak, w razie kontroli, możemy otrzymać karę.. Chodzi o:
To właśnie z tymi dokumentami większość firm ma największy kłopot. Czego dokładnie dotyczą? Otóż, opisujemy w nich procesy i procedury jakie firma i jej pracownicy stosuje w związku z tworzeniem zbioru i jego przechowywaniem, czyli: wskazujemy co i komu wolno, czego nie wolno, jak i kto może mieć dostęp do danych, a także jak są one chronione.. Można je napisać we własnym zakresie lub zlecić ich stworzenie wyspecjalizowanej firmie. Dokumentów tych nie załączamy do wniosku, gdyż wystarczy samo potwierdzenie ich istnienia. Oczywiście, nie podlega wątpliwości, że musimy w naszej firmie realnie wdrożyć środki techniczne i organizacyjne opisywane w tych dokumentach.
Obowiązkowo należy także wyznaczyć Administratora Bezpieczeństwa Informacji (ABI). Je to osoba, która odpowiada za bezpieczeństwo informacji, szkoli pracowników i kontroluje przestrzeganie procedur. Funkcję tą może pełnić sam administrator danych (w małej firmie zwykle tak jest), ale można tez taką osobę zatrudnić lub wynająć. Ważne jest to, że ABI może być wyłącznie osoba fizyczna (nigdy firma!). Z tego względu że dane zbierane są za zgodą osób, których dotyczą, musimy dopełnić obowiązków informacyjnych wobec nich, czyli:
Wszystkie te informacje można zawrzeć w regulaminie sklepu lub w Polityce Prywatności (ten drugi dokument nie jest wymagany prawnie). Nie zwalnia nas to jednak z uzyskania wprost wyrażonej zgody osoby rejestrującej się w sklepie na przetwarzanie danych. Wróćmy do samego wniosku, warto bowiem dokładnie przeanalizować jego strukturę.
Składa się on z kilku części. W pierwszej określamy, czy jest to nowy wniosek, czy aktualizacja lub też wniosek dotyczący danych wrażliwych (ustawa definiuje cześć danych osobowych jako wrażliwe i ogranicza możliwości ich zbierania, ale nie dotyczy to zdecydowanej większości przypadków). W kolejnej części określamy Administratora (nasza firmę) oraz przesłankę na podstawie której będziemy zbierać dane. W części C określamy kolejno: cel przetwarzania danych (np. realizacja zamówień), osoby których dane zamierzamy zbierać (np.: klienci i potencjalni klienci sklepu), informację o tym, jakie dane zamierzamy gromadzić (lista gotowa oraz pole do wpisania innych) oraz informacje o danych wrażliwych (zwykle pozostawimy pustą). Część D zaczynamy od wskazania, w jaki sposób zbieramy dane, czyli czybezpośrednio od danej osoby czy z innego źródła (np. kupionej legalnie bazy danych). Następnie wskazujemy komu będziemy dane udostępniać ( w przypadku sklepu internetowego będzie to zwykle firma kurierska, biuro rachunkowe itp.) oraz czy będziemy je udostępniać za granice i ew. do jakich państw.Kolejna część wniosku (E) dotyczy sposobu przetwarzania danych (czy tylko na papierze czy tez elektronicznie; czy na komputerach połączonych z Internetem, czy centralnie czy w architekturze rozproszonej), a także opisu zabezpieczeń stosowanych w związku z przetwarzaniem danych – od czysto fizycznych (typu drzwi, zamki, szafy, sejfy) i sprzętowych (np. niszczarki), poprzez firewalle i uwierzytelnianie, po organizacyjne. Część E kończymy informacją o powołaniu Administratora Bezpieczeństwa Informacji oraz o opracowaniu dokumentów, o których wspomniałem wyżej (Polityka Bezpieczeństwa Informacji oraz Instrukcja zarządzania systemem informatycznym). Na sam koniec wniosku, wskazujemy poziom stosowanych zabezpieczeń, który ma być adekwatny do sposobu przetwarzania danych.
Niektóre z pozycji wniosku mogą sprawić spory kłopot, więc warto zwykle sięgnąć po pomoc specjalisty lub firmy, która w tym pomoże, a także przygotuje nas do rejestracji: wykona audyt i przygotuje dokumentacje. Jedno jest pewne – kary za nie zbieranie danych osobowych bez rejestracji czy też kary wynikające niedopełnienia obowiązków nakładanych przez ustawę mogą być wysokie i nie warto ryzykować.
Sprawdź czy muisz rejestrowac zbiór danych ososbowych w GIODO?
Autor artykułu: Michał Kulka


To pytanie pojawia się zwykle przy okazji zakładania (lub prowadzenia) sklepu internetowego, serwisu www lub po prostu, gdy ze zwykłej ciekawości (np. po przeczytaniu tego artykułu ) zaczynamy się zastanawiać, czy posiadany przez nas zbiór danych jest zbiorem danych osobowych w rozumieniu ustawy o ochronie danych osobowych. Odpowiedź na postawione w tytule pytanie jest paradoksalnie banalnie prosta, bo… TO ZALEŻY, CO ROBISZ.
Na marginesie – warto zaznaczyć, że sama ustawa powszechnie uważana jest za „pisaną na kolanie”, głównie z tego względu na to, że tak samo traktuje osoby fizyczne, mikro firmy jak i wielkie korporacje w zakresie administracji zbiorami danych osobowych i rejestracji takich zbiorów.
Obowiązkowej rejestracji podlegają zbiory danych osobowych, wiec warto zacząć od definicji tych danych. Zgodnie z ustawą uważa się za nie wszelkie informacje dotyczące konkretnej (zidentyfikowanej) osoby fizycznej lub dane pozwalające na jej identyfikacje. Jednocześnie nie dotyczy to informacji, których użycie do identyfikacji osoby wymagałoby nadmiernych kosztów, czasu lub działań. Niby prosta definicja, ale od czasu, gdy obowiązuje ustawa, czyli od 1997r, wzbudziła już wiele dyskusji i wątpliwości.
Jedną z najdłużej ciągnących się była dyskusja czy sam e-mail jest daną osobową? Otóż jest, i kropka. GIODO traktuje zbiór e-maili jako zbiór danych osobowych i nie ma sensu udowadniać, że jest inaczej *dyskusja z GIODO = kłopoty ;)
Od obowiązku rejestracji zbioru są jednak wyjątki. Przede wszystkim, nie dotyczy to zbiorów prowadzonych dla celów prywatnych (inaczej, każdy z nas, używający telefonu komórkowego, nosiłby w kieszeni taki zbiór i musiałby go rejestrować). Nie podlegają rejestracji także zbiory służące jedynie do celów księgowych, kartoteki lekarskie czy takie, które prowadzone są przez kancelarie prawne, notarialne, radcowskie i rzeczników patentowych. Podobnie z obowiązku rejestracji danych zwolnieni są administratorzy danych przetwarzanych w związku z zatrudnieniem u nich, świadczeniem im usług na podstawie umów cywilnoprawnych, a także dotyczących osób u nich zrzeszonych lub uczących się. Wyjątków jest oczywiście więcej, ale zasadniczo tylko te, w przypadku typowego małego przedsiębiorcy, mogą mieć znaczenie.
Sam art. 43 Ustawy o ochronie danych osobowych, w którym wyliczone są te wyjątki pozostawia duże pole do interpretacji- choćby zbiór danych, jakim jest lista osób zarejestrowanych w forum internetowym. Wielu administratorów nie rejestruje zbioru definiując go w regulaminie Forum jako klub i opiera zwolnienie z rejestracji na podstawie art. 43.1 pkt 4. Ważne jest to, że ta decyzja – rejestrować czy nie, należy do administratora, ale w przypadku, gdy GIODO się z taką interpretacją nie zgodzi grożą mu sankcje (ale o tym później).
Najczęściej z tematem rejestracji zbioru danych osobowych spotykamy się przy okazji prowadzenia sklepów internetowych. Co do zasady, jeśli prowadzący e-sklep zapisuje i przechowuje dane swoich klientów, to stanowią one zbiór danych osobowych podlegający rejestracji. Niestety, nie ma tutaj zastosowania wyjątek z art. 43.1 pkt 8 ustawy, który mówi o zwolnieniu zbioru gromadzonego w celu wystawienia faktury, rachunku lub prowadzenia sprawozdawczości finansowej, bowiem dotyczy także innego celu, a mianowicie dostawy towaru, więc podlega rejestracji. Jedynym sposobem na uniknięcie obowiązku rejestracji jest nie gromadzenie danych czyli nie prowadzenie rejestracji w sklepie online czyli nie zapisywanie danych klienta, a jedynie użycie ich do realizacji zamówienia i natychmiastowe usunięcie.
Jest to jednak bardzo niepraktyczne z wielu względów – od marketingowych (nie możemy się komunikować z klientami) po obsługę reklamacji - nie mamy „śladu” po historii danego klienta, jego zakupów itd. Sam taki zabiegnie daje też pewności, że nie prowadzimy zbioru danych, jeśli np. dane klientów są w naszym programie księgowym i jednocześnie używamy ich do wysyłki towaru.
W praktyce jedynie bardzo małe sklepy, które wystawiają ewentualne faktury ręcznie mogą go zastosować. Istotne jest by pamiętać, że zbiór należy zgłosić do rejestracji zanim rozpoczniemy jego tworzenie. W większości przypadków wystarczy samo wysłanie wniosku i możemy działać. Jak zarejestrować zbiór? Co poza samym wnioskiem rejestracyjnym musisz przygotować?
Autor artykułu: Michał Kulka


Całkiem niedawno utalentowany grafik, Pan R. (Ripley) zapytał mnie czy może wrzucić swoje dzieło, które zrobił dla firmy X, do własnego portfolio. Szczerze mówiąc, pytanie to padło na hucznym spotkaniu towarzyskim, kiedy to nagabywałam go na temat naszej działalności, wiec nie zdążyłam wypytać się o szczegóły. Ale jeżeli rozwinąć temat …
Przyjmijmy, iż istnieją dwie główne podstawy, z tytułu jakiej mogło powstać owo dzieło – stosunek pracy lub umowa o dzieło/zlecenia. Pierwszy przypadek - jeżeli ustawa lub umowa o pracę nie stanowią inaczej, pracodawca, którego pracownik, czyli Pan R., stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe (zgodnie z art. 12 ust. 1 prawa autorskiego, w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron). Chociaż samo nawiązanie stosunku pracy, nie jest wystarczającą podstawą do nabycia majątkowych praw autorskich do dzieła stworzonego przez pracownika, to w praktyce zazwyczaj pracodawca zadba o to, żeby Pan R. nie mógł skorzystać ze swoich praw autorskich.
Umowa cywilnoprawna nie korzysta już z powyższego domniemania ustawowego, iż autorskie prawa majątkowe przechodzą na przyjmującego dzieło, niemniej niemal zawsze w takowych umowach znajdują się klauzule, które wywołują tożsamy skutek. Powyższe należy jednak rozpatrzyć również w świetle art. 16 ustawy o prawie autorskie i prawach pokrewnych, zgodnie z którym autorskie prawa osobiste nie podlegają zrzeczeniu się lub zbyciu, a wśród nich jest prawo do autorstwa utworu czy oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo. W doktrynie stwierdza się, iż treść tego prawa sprowadza się do ochrony związku psychicznego twórcy z jego dziełem, ale też do zachowania tożsamości i integralności autorskiego dorobku intelektualnego. Pełni także ważną kulturowo funkcję informacyjną (E. Ferenc-Szydełko (red.) Komentarz). A więc uznać można, iż zamieszczenie przez Pana R. swej twórczość w portfolio byłoby wykonaniem takiego właśnie osobistego prawa autorskiego, spełniając powyższe „mądre” funkcje.
Ponadto wskazać należy również na istnienie wielce użytecznego art. 62 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który stanowi, iż Pan R. (twórca), może w zbiorowej publikacji swych utworów umieścić utwory, o których publikację zawarł odrębną umowę. Przepis pozwala na to, mimo, iż wobec tych utworów zawarta została wcześniej z osobą trzecią umowa licencyjna lub przenosząca autorskie prawa majątkowe, i mimo, że może naruszać interesy kontrahenta Pana R., działanie to w świetle art. 62 ust. 1 ustawy, jest dozwolone. Podkreślenia jednakże wymaga, iż zezwolenie to nie obejmuje rozpowszechniania utworów w postaci efemerycznej, tj. bez użycia ich materialnego nośnika np. umieszczenia utworów w Internecie (E. Ferenc-Szydełko (red.) Komentarz). Po drugie, zbiorowa publikacja musi zawierać wyłącznie utwory jednego twórcy.
Jednak i na to prawo praktyka znalazła sposób. Otóż Pan R. może skutecznie zobowiązać się w umowie do niewykonywania danego prawa wynikającego z art. 62 ust. 1 czy art. 16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, bez pozwolenia drugiej strony umowy. Legalność takiego procederu argumentowana jest faktem, iż w sytuacji takiej nie dochodzi przecież do zrzeczenia się autorskich praw osobistych. Dlatego, primo, wskazane jest zastanowić się czym może skutkować podpisanie umowy w brzmieniu podsuniętym przez firmę X (a najlepiej skonsultować ją z prawniczkami z lawmore ). Secundo, warto negocjować umowę w brzmieniu pozwalającym na bezsporne wykorzystywanie przedmiotowego dzieła w portfolio.


Jak powszechnie wiadomo, coraz więcej osób korzysta z zakupów on-line. Z roku na rok, rośnie też świadomość prawna klientów, którzy coraz lepiej orientują się w przysługujących im prawach. Co z tego wynika? Oprócz oczywistego wzrostu wyników sprzedażowych sklepów internetowych, równolegle zaczęło się rozwijać dość negatywne zjawisko dotyczące stosunków pomiędzy klientami a właścicielami e-sklepów. Zabrzmi to dość paradoksalnie, ale wskazana negatywna praktyka przejawia się w wykorzystywaniu swoich praw konsumenckich do zarabiania na zakupach. Już tłumaczę o co chodzi.
Otóż, zgodnie z art. 2 ust 3 ustawy z dnia 2.03.2000r o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny:
„Jeżeli konsument dokonał jakichkolwiek przedpłat, należą się od nich odsetki ustawowe od daty dokonania przedpłaty.”
Przepis ten daje podstawę do zarabiania na sprzedawcach internetowych. W jaki sposób?„Przedsiębiorczy klienci” robią zakupy w sklepie internetowym na dość wysokie kwoty, rzędu kilku-kilkunastu tysięcy, dokonując przy tym przedpłaty. Później, zgodnie z ustawowym terminem 10 dni odstępują od umowy, przy czym wraz ze zwrotem towaru żądają zwrotu pieniędzy wraz z odsetkami, które wpłacili tytułem przedpłaty. Odsetki ustawowe (13% w skali roku) liczone są od daty otrzymania od sprzedawcy gotówki do daty jej zwrotu na rachunek klienta.
Okres taki może średnio wynosić około 20-30 dni, choć zdarzają się też i dłuższe terminy rozliczenia. Tego typu praktyka skutkuje obowiązkiem zapłaty po stronie sprzedawcy ”dodatkowych pieniędzy” na rzecz klienta. Skumulowanie się większej liczby takich „trefnych zamówień” może spowodować dość duże problemy finansowe dla właścicieli e-sklepów.


Obowiązujący w Polsce system ochrony prawnoautorskiej jest konsekwencją przyjęcia przez ustawodawcę dualistycznego modelu prawa autorskiego tj. podziału praw autorskich na dwie kategorie: autorskich praw osobistych i autorskich praw majątkowych. Prawo autorskie osobiste z praktycznego punktu widzenia odnosi się do ochrony nienaruszalności treści i formy utworu, a także pozwala twórcy podpisać utwór swoim nazwiskiem/pseudonimem (ew. udostępnić go anonimowo).
Istotą tego prawa jest jego niezbywalność. Z kolei treścią autorskiego prawa majątkowego jest prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz prawo do wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Innymi słowy, daje ono właścicielowi określonego dobra nieomal nieograniczone prawo do dysponowania nim. Prawo autorskie majątkowe jest zbywalne w każdy dozwolony przez prawo sposób (m.in. sprzedaż, darowiznę), a także podlegają dziedziczeniu, zarówno w drodze testamentu, jak i dziedziczenia ustawowego.
Ten dychotomiczny podział jest prawdopodobnie znany wszystkim, którzy chociaż w najmniejszym stopniu interesują się tematyką praw autorskich. Spróbujmy jednak na tej podstawie ustalić inną kwestię, mianowicie: jak wygląda czasowa ochrona tych praw. Otóż, w przypadku autorskich praw osobistych sytuacja jest właściwie nieskomplikowana, bowiem prawa te są niezbywalne - twórca nie może ich zbyć ani w drodze umowy ani za pomocą testamentu. Można powiedzieć, że są „wiecznie żywe” (nigdy nie gasną) i wykonuje je zawsze sam twórca lub osoby przez niego wskazane, a po jego śmierci w pierwszym rzędzie małżonek (art.78 ust.2 i 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Inaczej zaś wygląda ochrona autorskich praw majątkowych, która jest ograniczona czasowo. W myśl art. 36 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, autorskie prawa majątkowe gasną po upływie lat siedemdziesięciu:
Jeśli chodzi o prawo majątkowe do fonogramu (pierwszego utrwalenia warstwy dźwiękowej wykonania utworu lub innych zjawisk akustycznych) i wideogramu (pierwsze utrwalenie sekwencji ruchomych obrazów, z dźwiękiem lub bez, niezależnie czy stanowi ono utwór audiowizualny) należy wskazać, iż obowiązuje tu inny termin ochrony, mianowicie 50 lat od momentu, w którym fonogram lub wideogram został sporządzony. Podobnie w przypadku prawa do nadań, które gaśnie również z upływem 50 lat od pierwszego nadania programu. Wszystkie te terminy liczone są w pełnych latach następujących po roku, w którym nastąpiło zdarzenie stanowiące początek biegu terminu.
Warto również zaznaczyć, że polskie przepisy dość znacząco przekraczają standardy wyznaczone konwencją berneńską (umowa międzynarodowa o ochronie dzieł literackich i artystycznych zawarta w Bernie 9 września 1886r.). Zgodnie z jej przepisami ochrona taka w stosunku do utworów wynosi 50 lat. Po upływie właściwego okresu ochrony autorskich praw majątkowych teoretycznie każdy, bez konieczności uzyskiwania zgody autora lub innej osoby uprawnionej, może korzystać z utworu.
Warunkiem oczywistym jest tutaj równoczesne nienaruszanie autorskich praw osobistych, które tak jak już wcześniej wspomniałam, są nieograniczone czasowo. Bez małego słowa komentarza, to zdanie stanowiłoby jednak zbytnie uproszczenie, gdyż w naszym rodzimym systemie prawnym nie zawsze ziszczenie się powyższych przesłanek upoważnia do korzystania z utworu za darmo, bowiem w niektórych przypadkach istnieje konieczność uiszczania opłat na Fundusz Promocji Twórczości (zgodnie z art. 40 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych).


Utwory przyszłe, to prawdopodobnie chleb powszedni niejednego twórcy. Większość ich zamówień dotyczy bowiem stworzenia nieistniejącego w chwili obecnej dzieła, czyli tzw. dzieła przyszłego – plakatu, komiksu etc. Jakie są konsekwencje sytuacji, gdy twórcze wykonanie nie pokrywa się z żądaniem zamawiającego?
Skutki dostarczenia zamawiającemu utworu dotkniętego usterkami reguluje oczywiście ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wstępnie, jeżeli Ty, czyli twórca, nie dostarczyłeś utworu w przewidzianym terminie, to zamawiający może wyznaczyć Ci odpowiedni dodatkowy termin z zagrożeniem odstąpienia od umowy, a po jego bezskutecznym upływie może od umowy odstąpić. Podobnie kształtują się uprawnienia zamawiającego, gdy zamówiony utwór ma usterki (czyli nie odpowiada przedmiotowi umowy), znowu zamawiający może wyznaczyć twórcy odpowiedni termin do ich usunięcia, a po jego bezskutecznym upływie może od umowy odstąpić. Jednakże w tej sytuacji ustawa o prawie autorskim stwarza alternatywę, gdyż zgodnie z art. 55 ust. 1 ustawy, zamawiający może też żądać odpowiedniego obniżenia umówionego wynagrodzenia. Twórca zachowuje w każdym razie prawo do otrzymanej części wynagrodzenia, nie wyższej jednakże niż 25 % wynagrodzenia umownego.
W myśl art. 55 ust. 1 ustawy o prawie autorskim „jeżeli zamówiony utwór ma usterki, zamawiający może …”. Jednakże w odniesieniu do tworów intelektu problematyczna jest ocena, czy umowa została wykonana przez twórcę w sposób zgodny z jej istotą ,czy też dostarczone dzieło ma usterki, chociażby ze względu na subiektywną wizję samego twórcy odnośnie postaci dzieła. Otóż, usterką, w rozumieniu tego przepisu, są konkretne, zobiektywizowane braki, które można przypisać utworowi, jego niezgodność z warunkami umowy, z charakterem utworu, jego przeznaczeniem lub z przyjętymi zwyczajami, np. dostarczenie przez autora dzieła o podwójnej objętości w porównaniu z zamówioną (tak w: orzeczeniu Sądu Najwyższego z dnia 27 maja 1958 r., sygn. akt II CR 547/57).
W świetle powyższego, na pewno nie można uznać, iż twórca wykonał dzieło wadliwie, gdy utwór po prostu "nie podoba się" zamawiającemu, nie przypadł mu do gustu, albo nie odpowiada jego upodobaniom. Nie są w tym wypadku również miarodajne nieokreślone subiektywne oczekiwania zamawiającego w zakresie jego poziomu artystycznego czy naukowego. Jest jeszcze inna, odrębna kwestia – otóż nie odpowiadasz w sposób wskazany w powyższych akapitach, gdy usterki są wynikiem okoliczności, za które Ty, jako twórca, nie ponosisz odpowiedzialności. Zatem ustawa uzależnia możliwość podniesienia przez zamawiającego określonych żądań od winy twórcy. Nie będzie więc Twoją winą, gdy przykładowo, stworzony przez Ciebie program komputerowy jest użytkowany niezgodnie z instrukcją, a więc nie działa prawidłowo. Oczywiście, Twoja troska o to, iż w którymś momencie zgłosi się do ciebie niezadowolony zamawiający z roszczeniem, nie musi trwać „wiecznie”.
Roszczenia takie bowiem, wygasają z chwilą przyjęcia utworu, a jeżeli zamawiający nie zawiadomi twórcy w terminie sześciu miesięcy od dostarczenia utworu o jego przyjęciu, nieprzyjęciu lub uzależnieniu przyjęcia od dokonania określonych zmian w wyznaczonym w tym celu odpowiednim terminie, uważa się, że utwór został przyjęty bez zastrzeżeń. A zatem, oświadczenie zamawiającego wzywające do usunięcia usterek oraz odstąpienie od umowy musi zostać złożone w terminie sześciu miesięcy od dostarczenia utworu. Jest to termin zawity, po którego upływie zamawiający traci swoje uprawnienia (art. 55 ust. 4 ustawy). Zważ jednak na swoją umowę – mógł w niej zostać określony inny termin (może to być zarówno termin krótszy, jak i dłuższy niż 6-miesięczny termin wynikający z ustawy).
Powyższe kwestie tracą na znaczeniu, gdy zawarłeś umowę o wszystkie Twoje utwory lub wszystkie utwory określonego rodzaju mające powstać w przyszłości, gdyż taka umowa jest nieważna w części tego dotyczącej. Ale o tym wielce intrygującym zagadnieniu napiszę w kolejnym artykule.


Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. To oczywiste. Drugą istotną kwestią w temacie jest forma zgody uprawnionego - ani jej zakresu ani tym bardziej istnienia nie domniemywa się. Oznacza to m.in. że brak protestu osoby fotografowanej w chwili wykonywania zdjęcia nie może być poczytywany jako zgoda na późniejsze eksponowanie wizerunku. W niniejszym artykule chciałabym pochylić się nad bardzo często spotykanym problemem, mianowicie brakiem zgody osoby fotografowanej (pominę w tym tekście zagadnienie, czy naruszeniem prawa do wizerunku jest samo sporządzenie zdjęcia, czyli sytuacja, gdy nie następuje jego rozpowszechnienie).
Rozpocznijmy od kwestii podstawowej, jaką jest określenie pojęcia wizerunku. Wprawdzie nie ma w doktrynie prawa jednolitego rozumienia tego terminu, ale przeważa stanowisko, w którym na czoło wybijają się dostrzegalne, fizyczne cechy człowieka, tworzące jego wygląd i pozwalające na identyfikację osoby wśród ludzi jako obraz fizyczny, portret, rozpoznawalną podobiznę (tak: SN w wyr. z 15.10.2009 r. I CSK 72/09), ewentualnie w połączeniu z charakterystycznymi dla niej rekwizytami ubioru, pozwalającymi na rozpoznanie danej osoby przez publiczność. Przy czym przesłanka rozpoznawalności (możliwość identyfikacji osoby fizycznej) powinna zostać spełniona dwojako: aby nie ograniczała się do wąskiego kręgu znajomych i najbliższych i by sam sposób ujęcia pozwalał na identyfikację osoby fotografowanej.
Przejdźmy do przypadków, w których nie musi być spełniona przesłanka wyraźnej zgody. Przepis stanowi (art. 81 ust. 1 zd. 2 ustawy o prawie autorskim), że w braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku nie jest wymagane, jeżeli osoba otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie. Tu, w przeciwieństwie do sytuacji, o której wspomniałam powyżej, przyjmuje się domniemanie zgody na rozpowszechniania wizerunku. Aby jednakże było to możliwe, spełnione muszą być dwie przytoczone okoliczności: pozowanie oraz przyjęcie zapłaty.
Następnie, zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych. Zamiast precyzować niezliczoną ilość przypadków spełniających wskazane w przepisie przesłanki, należy określić, kiedy fotograf obowiązany jest uzyskać zezwolenie, a więc kiedy następuje utrwalenie wizerunku w sytuacji niezwiązanej z pełnieniem przez te osoby funkcji zawodowych czy społecznych. Tu należy wskazać na sferę życia intymnego i prywatnego. W przeciwieństwie do życia intymnego, życie prywatne nie jest tak ściśle chronione. Dla przykładu, dozwolone będzie zdjęcie prasowe ujawniająca dane z życia prywatnego osoby publicznej, nawet przy braku jej zgody, ale obejmujące tylko fakty, które pozostają w bezpośrednim związku z prowadzoną przez tę osobę działalnością publiczną. Jednak ujawnienie takie powinno służyć „wyższym celom”. Oznacza to, iż ujawnieniu podlegać powinny takie informacje z prywatnej sfery życia, których przemilczenie byłoby dla interesu społecznego szkodliwe. Mówiąc wprost: nie wolno rozpowszechniać wizerunku osoby powszechnie znanej ze sfery jej życia prywatnego, jeżeli służy to tylko celowi komercyjnemu. Co ciekawe, w doktrynie podaje się, iż w ustalaniu, czy dana osoba jest powszechnie znana pomocą może służyć Internet, np. obecność w Wikipedii, liczba znalezionych w sieci stron z nazwiskiem lub wizerunkiem danej osoby (E. Ferenc-Szydełko (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz. Warszawa 2011).
Zezwolenia nie wymaga również rozpowszechnianie wizerunku osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. Istotą uprawnienia wynikającego z niniejszego przepisu jest przedstawienie miejsca lub wydarzenia, w którym występują wprawdzie rozpoznawalne osoby, ale główną treść przedstawienia konstruuje miejsce (np. ulica lub budowla) lub wydarzenie (np. manifestacja lub impreza sportowa), a nie rozpoznawalna podobizna osoby lub osób. Powszechnie akceptowany jest rodzaj „testu” rozstrzygającego ustalenie w strukturze przedstawienia relacji między wizerunkiem osoby (lub osób) a pozostałymi elementami jego treści, tzn. jeżeli w razie jego usunięcia nie zmieniłby się przedmiot i charakter przedstawienia, wówczas, możemy stwierdzić, iż wizerunek osoby stanowi jedynie element akcydentalny lub akcesoryjny przedstawienia i rozpowszechnianie nie wymaga zezwolenia.
Przeczytawszy powyższe, stwierdzić ktoś może, iż sytuacja, w której stworzył fotografię potencjalnie spełnia przesłanki legalności. Jednakże tak uzyskane prawo do rozpowszechniania wizerunku nie jest nieograniczone. Otóż nie można wykorzystywać wizerunku w sposób, który naruszałby dobra osobiste osoby przedstawionej na podobiźnie. Zgodnie z art. 23 Kodeksu cywilnego, wizerunek właśnie jest dobrem osobistym każdego człowieka, jak również jego dobra sława, cześć czy godność. Zatem jeżeli dana osoba stwierdzi, iż rozpowszechnienie fotografii narusza jej „dobre imię” lub mu zagraża, może zażądać zaniechania działania stanowiącego pogwałcenie jej dobra osobistego, a nawet może rościć zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny. Należy wspomnieć, iż również ustawa o prawie autorskim przewiduje określone skutki naruszenia prawa do wizerunku.


Ostatnio, coraz więcej młodych i uzdolnionych osób promuje swoje umiejętności artystyczne w Internecie. Dobrym przykładem jest sam Facebook, na którym można znaleźć mnóstwo fanpage’y poświęconych rękodziełom artystycznym, takim jak torebki, biżuteria czy przeróżne części garderoby. Wydawałoby się, że osoba, która na swojej stronie nie tylko promuje swoją działalność, ale także prowadzi sprzedaż własnych produktów, w świetle prawa, niemalże automatycznie, jest albo powinna być przedsiębiorcą. Odpowiedź jednak wcale nie jest taka oczywista. Otóż osoba wykonująca działalność artystyczną osobiście nie musi od razu zakładać działalności gospodarczej, a to głównie z tego względu, że działalność taka może stanowić odrębne źródło przychodu w podatku dochodowym PIT.
Podstawy prawnej powyższego należy szukać w ustawie z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych. Enumeratywny katalog przychodów z działalności wykonywanej osobiście zawarty jest w art. 13 tejże ustawy. Zgodnie z punktem 2 wskazanego artykułu, za przychody takie uważa się m.in. przychody z osobiście wykonywanej działalności artystycznej, literackiej, naukowej, trenerskiej i publicystycznej. W przypadku twórców zastosowanie znaleźć może także pkt 8 tego samego artykułu w ustawie o PIT, zgodnie z którym do przychodów z działalności wykonywanej osobiście zalicza się przychody z tytułu wykonywania usług, na podstawie umowy zlecenia lub umowy o dzieło, uzyskiwane wyłącznie od osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą, osoby prawnej i jej jednostki organizacyjnej oraz jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej. Kryterium rozróżniającym te dwa rodzaje przychodów ze źródła, jakim jest działalność wykonywana osobiście, jest to, czy twórca wykonuje dzieło na zamówienie, czy też przenosi prawa majątkowe lub udziela licencji na korzystanie z dzieła uprzednio stworzonego. W pierwszym przypadku zastosowanie znajdzie art. 13 pkt 8, w drugim zaś art. 13 pkt 2 ustawy o PIT.
Przepisy przepisami, ale jak wygląda to wszystko w praktyce? Jak powinien postąpić twórca sprzedający swoje dzieła w Internecie? Okazuje się, że nie musi zakładać działalności gospodarczej. Jest jednak jeden warunek: jego działalność (czyli sprzedaż) musi być wyłącznie okazjonalna. Czynności takie będą wtedy opodatkowane tylko podatkiem od czynności cywilnoprawnych, który będzie płacił kupujący. Skąd w tym wszystkim bierze się owa okazjonalność? Otóż, a contrario wynika to właśnie ze wspomnianej wcześniej ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych zgodnie z którą działalność gospodarcza musi być prowadzona w sposób zorganizowany i ciągły.
A co w sytuacji, gdy działalność wykonywana jest jednak w sposób zorganizowany i ciągły, a nie okazjonalnie? Jest kilka rozwiązań takiej sytuacji. Można zarejestrować się w Komisji do Spraw Zaopatrzenia Emerytalnego Twórców (składki do ZUS są niestety obowiązkowe w tym przypadku). Innym rozwiązaniem jest zawieranie umów cywilnoprawnych na wykonanie rękodzieła (umowa o dzieło). Zawarcie umowy o dzieło nie wymaga ani rejestracji w ZUS ani US. Podatek odprowadzany jest przez zlecającego wykonanie działa, natomiast wykonawca powinien otrzymać PIT-11. Należy jednak pamiętać, że umowa o dzieło nigdy nie może obejmować rękodzieła, które zostało już wykonane i wcześniej wystawione do sprzedaży (umowy o dzieło nie zawiera się wstecz!).Wydaje mi się, że warto jednak zastanowić się nad tym, czy założenie własnej działalności gospodarczej jest aż tak nieatrakcyjne, jak to niektórzy przedstawiają. Moim zdaniem - nie. Owszem, trzeba opłacać wszystkie składki do ZUS (choć tu państwo wychodzi nam naprzeciw i przez pierwsze 24 miesiące możemy płacić obniżoną składkę, która na dzień dzisiejszy wynosi ok.410zł). Jednakże ma to też swoje plusy - działalność (w tym marketing) mogą być prowadzone na dużą skalę. Poza tym, należy zwrócić uwagę, że w sytuacji gdy potencjalnie dużą grupę klientów stanowią firmy (a nie osoby fizyczne), to zazwyczaj będą one zainteresowane otrzymaniem faktury (a do tego potrzebna jest już działalność gospodarcza).


Zastanawiające jest, jak wiele z osób publikując przepis na przygotowanie swojego kulinarnego dzieła na portalu internetowym ma świadomość, jakie postanowienia regulaminu akceptuje. Otóż coraz częściej portale kulinarne (być może zainspirowane wydarzeniami poprzedniego roku, kiedy to autorka książki dotyczącej porad żywieniowych została oskarżona o „kopiowanie” przepisów z popularnego bloga kulinarnego) zamieszczają tam klauzulę w stylu: Jeżeli wpis stanowi utwór, w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, X udziela Y nieodpłatnej, niewyłącznej, nieograniczonej terytorialnie i w czasie licencji na korzystanie z utworu z chwilą umieszczenia wpisu w serwisie, z prawem udzielania sublicencji, na następujących polach eksploatacji...
W jaki jednak sposób rozpoznać, czy sporządzony przepis kulinarny jest utworem w rozumieniu ww. ustawy, która w art. 2 [1] wyraźnie reguluje, iż ochroną nie są objęte idee, procedury, metody i zasady działania (i inne), co wskazywałoby również na brak ochrony prawnoautorskiej w przedmiocie receptur kulinarnych. Otóż w świetle prawa ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia takiego przepisu, jeżeli jest przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze.
Z powyższego wynika, iż pomysł na danie, metoda jego przygotowanie czy przedstawiona procedura, nie podlegają ochronie prawnoautorskiej. Ochronie takiej może natomiast podlegać tekst do serwisu internetowego, o twórczym i oryginalnym charakterze, zawierający właśnie opis przygotowywania potrawy, np. opatrzony interesującymi komentarzami. Nie są zaś takimi tylko „suche” informacje, a nawet krótkie porady. Krótko mówiąc, to forma, w jakiej wyrażono dany przepis, może zostać uznana za utwór w rozumieniu prawa autorskiego.
Wskazania jednak wymaga, iż nie narusza prawa autorskiego wykorzystanie propozycja danej potrawy, nawet gdy użyte zostaną identyczne składniki, w tych samych proporcjach i wykonanie jej w tym samym procesie kulinarnym, o ile autor np. książki dotyczącej porad żywieniowych, nada zupełnie inną formę opisowi preparacji dania. Należy jednakże uznać, iż ochrona prawnoautorska wspomnianego na wstępie bloga kulinarnego (ujmując jego zawartość kompleksowo) jest niewątpliwa, analogicznie traktując treść prawa i jego przedmiotu do ochrony, jakiej podlega książka kucharska, a która to została przecież niejednokrotnie wykazana na sali sądowej.


Czy wiedzieliście, że twórca (za wyjątkiem utworów architektonicznych i architektoniczno-urbanistycznych, audiowizualnych oraz utworów zamówionych w zakresie ich eksploatacji w utworze audiowizualnym) może odstąpić od umowy lub ją wypowiedzieć ze względu na swoje istotne interesy twórcze? Bowiem takie szczególne prawo zerwania kontraktu normuje art. 56 ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej zwana u.p.a.p.p.).
Nastręczyć jednak może pewne problemy próba stwierdzenia, co należy rozumieć pod pojęciem istotnych interesów twórczych. Należy uznać, iż twórca będzie widział w tym pojęciu szerokie spectrum sytuacji, zaś jego kontrahent – odwrotnie, potraktuje je zawężająco. Jednakże w doktrynie wskazuje się, iż należy przyjąć, że powinno przeważać w tym względzie podejście subiektywne, to znaczy interesy te mają być istotne w osobistym odczuciu danego twórcy. Może tutaj chodzić np. o ochronę dobrego imienia twórcy czy jego godności.
Korzystając z uprawnień jakie reguluje komentowany przepis, twórca może alternatywnie albo z uprawnienia do wypowiedzenia umowy, albo z prawa do odstąpienia od umowy. Są to dwa różne prawa, wywołujące różne skutki prawne i choć w obydwu przypadkach umowa ulega rozwiązaniu, to jednak co do zasady wypowiedzenie nie działa wstecz, tak jak odstąpienie od umowy, które modyfikuje dany stosunek prawny w ten sposób, że strony zobowiązane są podjąć określone działania w celu przywrócenia stanu, jaki istniał przed zawarciem umowy poprzez wzajemne rozliczenia, a niekiedy nawet i rekompensaty poniesionych ewentualnie kosztów lub strat (Komentarz do niektórych przepisów ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych Wasilewski Piotr).
Wybór sposobu zakończenia umowy należy wyłącznie do twórcy. Powinieneś liczyć się jednak z możliwością zaistnienia pewnych konsekwencji. Jeżeli odstąpienie od umowy lub jej wypowiedzenie następuje po przyjęciu utworu, skuteczność odstąpienia lub wypowiedzenia może być przez drugą stronę umowy uzależniona od zabezpieczenia kosztów poniesionych przez nią w związku z zawartą umową. Nie można jednak żądać zwrotu kosztów, gdy zaniechanie rozpowszechniania jest następstwem okoliczności, za które twórca nie ponosi odpowiedzialności (art. 56 ust. 3 u.p.a.p.p.)


Wielu przedsiębiorców prowadzących swoją działalność w Internecie nie zdaje sobie sprawy, jak ważnym jest właściwe sformułowanie regulaminu sklepu internetowego. Duża część prowadzących sprzedaż w sieci stosuje niedozwolone klauzule umowne. Czym są wspomniane niedozwolone klauzule umowne? W tym cyklu artykułów postaram się Wam bardziej przybliżyć ten temat, istotny zarówno dla właścicieli, jak i klientów sklepów internetowych.
Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego niedozwolone klauzule umowne to takie postanowienia umowy, które nie zostały indywidualnie uzgodnione z konsumentem, a kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco naruszają jego interesy. Oceny zgodności postanowienia umowy z dobrymi obyczajami dokonuje się w odniesieniu do momentu, w którym umowa została zawarta, a pod uwagę bierze się również okoliczności jej zawarcia.
W Polskim systemie prawnym nie istnieje zamknięty katalog klauzul niedozwolonych. Obowiązujący kodeks cywilny wskazuje jednak zbiór przykładowych zapisów, które w razie wątpliwości są uznawane za niedozwolone. Należą do nich klauzule, które:
Powyższa lista zawiera jedynie część klauzul niedozwolonych, w związku z czym bez wątpienia może ona zostać rozszerzona o inne, rzadziej występujące na rynku. Warto o tym pamiętać konstruując swój własny regulamin sklepu internetowego. Może to w przyszłości bardzo wpłynąć na dalsze funkcjonowanie firmy, zarówno w pozytywny, jak i ten negatywny sposób.


W poprzednim artykule zostały omówione podstawowe informacje na temat klauzul niedozwolonych. W tej części artykułu postaram się nieco bardziej przybliżyć ten temat i podać kilka praktycznych przykładów, w których może dojść do złamania prawa poprzez zastosowanie nieodpowiednich zapisów w regulaminie.Należy zacząć od wskazania klauzul, które zostały wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych w związku z wyrokiem sądu:
Jeśli któraś z wyżej wymienionych klauzul znajduje się w Waszym regulaminie sklepu, niezwłocznie musicie ją usunąć albo zmienić w odpowiedni sposób. Poza tym, warto pamiętać prowadząc, np. internetowy butik, że klient zawsze może dokonać zwrotu zakupionej odzieży m.in. ze względu na niewłaściwy rozmiar albo stwierdzi, że towar nie prezentuje się w rzeczywistości tak samo jak na fotografii, a nawet wtedy, gdy nie spełnia ona po prostu jego wymagań. Podane klauzule niedozwolone pomimo swojej dość dużej liczby, stanowią zaledwie część zapisów, które uznane są przez sąd za niedozwolone. Co więcej, klauzul tych ciągle przybywa i konstruując regulamin naprawdę trzeba bardzo uważnie formułować każdy jego paragraf.


W dzisiejszych czasach coraz więcej młodych ludzi decyduje się rozpocząć własną działalność gospodarczą świadcząc różnego rodzaju usługi w internecie. Dlaczego? Bo jest taniej, szybciej i przede wszystkim łatwiej. Przykład: butik online- koszty założenia tego typu działalności „w mieście” są nieporównywalnie większe niż w Internecie, gdzie wydatki zazwyczaj są zredukowane do opłacenia webmastera, który stworzy stronę internetową.
Jednak należy przy tym pamiętać o kilku ważnych kwestiach, które później mogą zadecydować o dalszym prawidłowym funkcjonowaniu firmy w sieci. Mam tutaj na myśli przede wszystkim regulamin e-sklepu, a także wywiązywanie się z obowiązku ochrony danych osobowych klientów. Brzmi jak banał, ale niestety naruszenie praw konsumentów może w skrajnym przypadku doprowadzić nawet do zamknięcia e-sklepu.
Przed rozpoczęciem działalności w sieci należy obowiązkowo pamiętać o zgłoszeniu bazy e‑klientów sklepu do GIODO (Generalnego Inspektora Ochrony danych osobowych) !
Wydawałoby się, że regulamin teoretycznie jest potrzebny tylko pro formo, aby był. Jednak wcale tak nie jest!Właściciel sklepu obowiązkowo musi w nim w wyczerpujący sposób określić zasady dotyczące obsługi klienta, czyli m.in.:
Ważnym jest, aby zawrzeć w nim informację o możliwości odstąpienia od dokonanej umowy sprzedaży w ciągu 10 dni (art.9 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny)Dużym problemem jest też niestety niewiedza osób prowadzących e-sklepy, które często w swoich regulaminach umieszczają niedozwolone klauzule umowne (przykładowo: dotyczące uznawania reklamacji czy zastrzeżenie płatności za towar w formie przelewu jako wyłącznej).
O klauzulach niedozwolonych czytaj więcej: Kilka słów o aspektach prawnych prowadzenia e-sklepu [część I] i cześć II Podobnie jest z płatnością za pobraniem. Opcja takiej formy zakupu musi być zawsze dostępna dla potencjalnego klienta, albowiem wynika to wprost z przepisów ustawy (art. 11 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności wyrządzonej przez produkt niebezpieczny). Co więcej, informacja ta obowiązkowo powinna się znaleźć w regulaminie e-sklepu.Warto pamiętać o tych kwestiach konstruując regulamin dla własnego e-sklepu.


O fakcie, iż umowa cywilnoprawna stwarza różnorodne możliwości jednostronnej ochrony interesów jednej ze stron takiego zobowiązania, wie każdy twórca wykonujący swą działalność odpłatnie (i nieodpłatnie).Należy stwierdzić, iż również ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej zwana u.p.a.p.p.) reguluje wiele takich sytuacji. Zdarza się, iż strony umowy (np. o wykonanie projektu graficznego) nie wiedzą, iż ustawowo przysługuje im więcej uprawnień niż stanowi umowa, bądź wręcz przeciwnie – ustawa nakłada na nich dodatkowe obowiązki. Poniżej chciałabym zasygnalizować kwestie przepisów ustanawiających reguły interpretacyjną umów przenoszących autorskie prawa majątkowe.
W myśl art. 45 u.p.a.p.p., jeżeli umowa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje odrębne wynagrodzenie za korzystanie z utworu na każdym odrębnym polu eksploatacji. Na tej podstawie przyjmuje się w praktyce, że jeżeli z umowy nie wynika, iż określone w niej wynagrodzenie jest wynagrodzeniem nie tylko za sporządzenie i dostarczenie dzieła, ale i za przyznanie drugiej stronie określonych uprawnień objętych treścią prawa autorskiego - wówczas za przeniesienie autorskich praw majątkowych lub upoważnienie do korzystania z utworu autorowi przysługuje odrębne wynagrodzenie (tak w: wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 8 lutego 2011 r. I ACa 855/2010).Zazwyczaj, w celu zminimalizowania wynagrodzenia, strony (a raczej strona, która ma w tym interes) w umowie mogą wyłączyć zasadę odrębnego obliczania wynagrodzenia na każdym polu eksploatacji przewidując, że wynikające z niej wynagrodzenie „obejmuje wszystkie pola eksploatacji w niej wymienione”. Jednakże, jeżeli nie masz w umowie takiej klauzuli, a pozostałe postanowienia są odpowiednio skonstruowane, może ubiegać się na podstawie art. 45 u.p.a.p.p. O zapłatę za wykorzystanie dzieła na każdym polu eksploatacji, jakie zostało wskazane w umowie.
Zgodnie z art. 46 u.p.a.p.p., jeżeli umowa nie stanowi inaczej, twórca zachowuje wyłączne prawo zezwalania na wykonywanie zależnego prawa autorskiego, mimo że w umowie postanowiono o przeniesieniu całości autorskich praw majątkowych. Przepis ten stanowi dodatkową ochronę interesów twórcy, gdyż nakazuje zamieszczenie w umowie, dodatkową klauzulę zezwalającą nabywcy praw na wykonywanie prawa zależnego do utworu. Uzyskując zezwolenie na wykonywanie zależnego prawa autorskiego, nabywca autorskich praw majątkowych zdobywa licencję na rozporządzanie i korzystanie z opracowań utworu.Jednak, jeżeli z umowy wynika, że nabywca uzyskał licencję niewyłączną, oznacza to, że twórcy będzie równolegle przysługiwało prawo do eksploatacji innych opracowań utworu, jak również będzie on mógł zezwolić innemu podmiotowi na eksploatację opracowania utworu podstawowego. Dlatego powinieneś zadbać, czy umowa, którą podpisujesz, nie zawiera licencji wyłącznej na rozporządzanie opracowaniami utworu.A czy wiedziałeś, wiedziałaś, że nieważna jest umowa w części dotyczącej wszystkich utworów lub wszystkich utworów określonego rodzaju tego samego twórcy mających powstać w przyszłości (art. 41 ust. 3 u.p.a.p.p.)? Są to tylko niektóre przepisy, które mogą znacznie zmodyfikować zakres obowiązywania umowy, którą podpisujesz lub już została podpisana. Warto je znać.


W celu lepszego zrozumienia tematu, sztuczna inteligencja a prawo autorskie, warto na wstępie wskazać, jakim rozumieniem sztucznej inteligencji będziemy posługiwać się w niniejszym artykuł. Sztuczna inteligencja jest programem zbudowanym wedle uporządkowanej i logicznej struktury. Składa się z algorytmów, czyli z góry zdefiniowanych czynności, które należy wykonać, aby osiągnąć określony przez twórcę cel. Sztuczna inteligencja niejako korzysta z dostarczonych danych, analizuje je i wykorzystuje w ustalony sposób. Cały ten skomplikowany mechanizm jest efektem pracy włożonej przez twórcę SI w jego budowę. To twórca najpierw opisuje, co oraz w jaki sposób SI ma zrobić: skąd czerpać dane i jak je potem wykorzystać czy przeanalizować. Po uruchomieniu takiego programu, może on pracować bez udziału człowieka (w całości lub w części), ponieważ to człowiek wcześniej zdefiniował jego zadania i kompetencje.
W niniejszym artykule chcemy rozstrzygnąć, czy i w jakim zakresie sztuczna inteligencja łączy się z prawem autorskim. Zacznijmy więc o takiego pytania - czy rezultat pracy SI może posiadać walor artystyczny, a SI można nazywać artystą? Praca sztucznej inteligencji jest zawsze wynikiem analizy dostarczonych jej uprzednio danych. Nie inaczej było także chociażby w przypadku koncepcji „the next Rembrandt”, gdzie AI na podstawie analizy obrazów Rembrandta, jak również jego techniki malarskiej, stworzyła nowy, wyjątkowy obraz.
Najlepsza możliwa odpowiedź na to pytanie wskazuje: to zależy. Zgodnie z polską ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych przyznaje się ochronę tylko takim formom działalności, które: mają twórczy (czyli często tłumaczone jako - oryginalny) i indywidualny charakter (np. nie jest to efekt pracy szablonowej), a także zostały ustalone w określonej postaci. I nie są to polskie wytyczne. Unijne prawo autorskie opiera się również na przesłance oryginalności. Znajduje zatem zastosowanie wyłącznie w stosunku do przedmiotu, który „jest oryginalny w tym sensie, że stanowi własną twórczość intelektualną jego autora”. Z własną twórczością intelektualną autora mamy zaś do czynienia wówczas, „gdy autor mógł wyrazić swe możliwości twórcze przy realizacji utworu przez dokonywanie swobodnych i twórczych wyborów” - co wskazuje wyrok TSUE C403/08 i C429/08 FAPL. Działalność twórcza musi zatem odznaczać się indywidualnym charakterem, a zatem pozwalać na odróżnienie jej spośród innych przejawów działalności twórczej, poprzez swego rodzaju niepowtarzalność. Pewnym jest zatem, że nie można wykluczyć sytuacji, w których dzieło stworzone przez SI, będzie spełniało kryterium oryginalności i indywidualnego charakteru.
Jednak nasze prawo, mówi, że twórcą może być tylko człowiek. I znowu, nie jest to tylko specyfika prawa polskiego. W innych systemach prawa, np. w USA, przyjmuje się, że aby w ogóle mówić o utworze w rozumieniu prawa i o przyznaniu mu ochrony, konieczne jest, aby utwór ten był wytworem człowieka. Nawiązując do definicji wskazanej na początku niniejszego artykułu, sztuczna inteligencja z pewnością człowiekiem nie jest - została jedynie przez człowieka zaprogramowana, jednocześnie wykonuje dla niego również z góry określony zestaw czynności, aby osiągnąć założony rezultat. Prawo autorskie nie chroni więc twórczości programów, czy też robotów. Przy czym podkreślenia wymaga, że dotyczy to tylko dzieła stworzonego przez komputer, które jest generowane przez oprogramowanie w okolicznościach, w których nie istnieje żaden ludzki autor dzieła.
Kwestia danych służących do wytrenowania modelu sztucznej inteligencji jest niezwykle istotna. Jej celem jest chociażby osiągnięcie zautomatyzowanego efektu, aby sztuczna inteligencja „nauczyła się” pracować bez udziału człowieka podczas dalszych etapów jej działania. Jak to było chociażby w przypadku wspomnianego wyżej wygenerowanego obrazu „autorstwa” Rembrandta. W tym stanie faktycznym wskazano, że wykorzystano ponad 150 tysięcy fragmentów prac słynnego malarza i dostarczono te dane sztucznej inteligencji, która stworzyła „nowy” obraz. W tworzeniu tego programu brali udział historycy sztuki oraz specjaliści zajmujący się sztuczną inteligencją, zaś program tylko analizował podane mu dane. Z kolei jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Tak stanowi prawo autorskie. Niektórzy wprawdzie podnoszą, że nic nie wychodzi tutaj poza sztuczną inteligencję i grupę jej twórców, jednak nie ma wątpliwości, iż dostarczenie jej danych do wygenerowania takiego obrazu, to sposób korzystania z utworu. Podsumowując, trenujemy model, dostarczając mu dużą ilość utworów czy wycinków utworów, aby się czegoś nauczył. W wielu przypadkach zgoda twórców nie będzie tu niezbędna, jeżeli jednak nie mamy pewności - lepiej ją uzyskać.
Powyższe znajduje również odzwierciedlenie w jednym z pierwszych orzeczeń sądowych, przyznających prawa autorskie do materiału stworzonego przez sztuczną inteligencję. Ochroną prawa autorskiego objęto artykuł wygenerowany przez SI, do której licencję posiadała firma Shenzhen Tencent Computer System Co., Ltd. (STCS). W omawianej sprawie SI przyjęła formę inteligentnego asystenta pisania opartego na danych i algorytmach, nazwanego oficjalnie Dreamwriter. W dniu 20 sierpnia 2018 r. STCS opublikował na jednej ze swoich stron internetowych artykuł zatytułowany: „Lunch Review: Shanghai Index rose slightly by 0.11% to 2691.93 points led by telecommunications operations, oil extraction and other sectors.”.
W dniu publikacji artykułu przez STCS, udostępnił go także Shanghai Yingmou Technology Co., Ltd. (SYT) na stronie internetowej „Home of online loans”, w praktycznie niezmienionej formie. STCS uznało, że artykuł powstał w ich imieniu, dlatego to właśnie im przysługują do niego prawa autorskie i na tej podstawie zarzucono drugiej firmie plagiat. Dodatkowo wskazano w pozwie, że możliwość generowania treści daje ww. firmie przewagę konkurencyjną, będącą efektem pracy całego zespołu STCS. Chiński sąd po rozpoznaniu sprawy stwierdził, że forma spornego artykułu spełnia wymogi stawiane dziełu, co umożliwia objęcie jej ochroną krajowego prawa autorskiego. Treść artykułu zawierała bowiem w ocenie sądu prawidłową i rzetelną analizę informacji i danych giełdowych, jasną strukturę, logiczne wnioski oraz wymagany stopień oryginalności. W związku z powyższym, sąd nakazał SYT zrekompensować straty poniesione przez STCS na skutek naruszenia jej praw autorskich do artykułu.
Programy komputerowe podlegają ochronie jak utwory literackie, taka jest główna zasada polskiego prawa autorskiego. Czyli nie mamy wątpliwości, że oprogramowanie samo w sobie jest chronione prawem autorskim. Co jednak z algorytmami? Tutaj zaczynają się znowu schody. Mianowicie ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia - nie są zaś objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne. Nie są też przedmiotem praw wyłącznych funkcje programu komputerowego ani język oprogramowania, jak również nie podlegają ochronie zasady będące podstawą jakiegokolwiek elementu programu komputerowego, w tym podstawą łączy. Jeżeli więc potraktujemy algorytm jako rozwiązanie lub sposób rozwiązania problemu matematycznego, opisywany na wysokim stopniu abstrakcji [M.Ch. Janssens, w: I. Stamatoudi, P. Torremans (red.), EU copyright law, s. 99], wówczas nie będzie on podlegał ochronie prawnoautorskiej. Jeżeli jednak uznamy algorytm jako formę wyrażenia programu, zbiór komend przy wykorzystaniu określonego rodzaju ich usystematyzowania (A. Nowicka, Prawnoautorska i patentowa ochrona, s. 124) - wówczas może on stanowić element ochrony oprogramowania komputerowego.

Zakaz konkurencji jest jednym z kluczowych elementów umowy inwestycyjnej w startupach. Jego celem jest ochrona interesów inwestorów oraz samego startupu przed działaniami, które mogłyby negatywnie wpłynąć na jego rozwój.
Czym jest zakaz konkurencji?
Klauzula dotycząca zakazu konkurencji zobowiązuje founderów, a często też kluczowych pracowników firmy do powstrzymania się od podejmowania działań konkurencyjnych, które mogłyby godzić w interesy spółki.
Ważne jest aby w pierwszej kolejności takie postanowienie precyzowało dokładnie definicję działalności konkurencyjnej, a w drugiej kolejności dokładny zakres przedmiotu zakazu.
Działalność konkurencyjna może być definiowana jako wszelką działalność gospodarcza lub zawodowa w zakresie identycznym lub istotnie podobnym w stosunku do działalności spółki, bez względu na fakt, czy działalność ta jest wykonywana w sposób ciągły, okresowy czy jednorazowy oraz niezależnie od formy czy sposobu prowadzenia takiej działalności.
Kogo obowiązuje zakaz konkurencji
Zakaz konkurencji najczęściej obowiązuje:
Założycieli startupu - osoby, które są głównymi inicjatorami projektu i mają największy wpływ na jego rozwój. Są oni kluczowymi osobami odpowiedzialnymi za strategię i kierunek rozwoju firmy, dlatego ich pełne zaangażowanie jest niezwykle istotne.
Kluczowych pracowników - pracowników posiadających istotną wiedzę i umiejętności, które mogłyby być wykorzystane w działalności konkurencyjnej. Dotyczy to szczególnie tych, którzy mają dostęp do poufnych informacji i technologii rozwijanych przez startup.
Inwestorów – czasami, jednak w praktyce spotyka się to stosunkowo rzadko, ale zakaz konkurencji może obejmować również inwestorów, szczególnie tych, którzy angażują się operacyjnie w rozwój startupu. Mogą oni być zobowiązani do powstrzymania się od wspierania bezpośrednich konkurentów startupu, aby uniknąć konfliktu interesów.
Okres obowiązywanie zakazu konkurencji
Kolejną istotną kwestią, którą należy uwzględnić w umowie inwestycyjnej jest okres obowiązywania zakazu konkurencji, który może trwać także po zakończeniu współpracy. Zwyczajowo przyjmuje się, że czas ten nie powinien przekraczać dwóch lat od momentu rozstania ze spółką, a jednocześnie za datę odejścia uznaje się nie tylko moment rezygnacji z zarządu spółki, lecz także moment zbycia udziałów. Można więc formalnie nie być już w spółce, ale posiadając udziały, nadal podlegać zakazowi konkurencji.
Jak zakaz konkurencji wpływa na życie prywatne?
Zakaz konkurencji może mieć bezpośredni wpływ na życie prywatne founderów oraz kluczowych pracowników. Oto kilka aspektów, które warto wziąć pod uwagę:
Rodzina - W niektórych przypadkach zakaz konkurencji może obejmować również najbliższych członków rodziny, takich jak małżonkowie czy dzieci, jeśli angażują się oni w działalność biznesową. Ważne jest, aby zrozumieć, jakie są dokładne zapisy umowy inwestycyjnej i w jaki sposób mogą one wpływać na możliwości zawodowe członków rodziny. Warto również zadbać o transparentną komunikację zarówno z członkami rodziny jak i inwestorami, aby uniknąć nieporozumień i konfliktów. Jasne przedstawienie swoich planów i zobowiązań może pomóc uniknąć konfliktów.
Hobby - Zakaz konkurencji może również wpływać na hobby założycieli i pracowników. Jeśli ich pasje są związane z działalnością, która mogłaby być uznana za konkurencyjną wobec startupu, lub mogą mieć bezpośredni wpływ na działalność w spółce mogą pojawić się pewne ograniczenia. Nawet jeśli te działania są wykonywane w ramach czasu wolnego, mogą one wpłynąć na skupienie i zaangażowanie założyciela w rozwój startupu. Dlatego ważne jest, aby założyciele dokładnie przemyśleli swoje zaangażowanie w inne projekty i hobby, aby uniknąć naruszenia zakazu konkurencji. Na przykład, osoba zaangażowana w startup technologiczny może być zobowiązana do rezygnacji z udziału w projektach open-source, które mogłyby konkurować z produktami startupu.
Klauzula ta jest wprowadzana, aby zapewnić, że cała wiedza, doświadczenie i zaangażowanie kluczowych osób będą skierowane na rozwój startupu, a nie na działalność, która mogłaby go osłabić
Podsumowując, klauzula zakazu konkurencji ma na celu ochronę interesów inwestora, ale może również wpływać na codzienne życie, wybory zawodowe i pasje właściciela firmy oraz jego rodziny. Prawidłowo sformułowana i wdrożona klauzula może znacząco przyczynić się do stabilności operacyjnej firmy oraz zabezpieczenia jej tajemnic handlowych i know-how. Niemniej jednak, jej implementacja wymaga starannego przemyślenia, proporcjonalności i zgodności z obowiązującymi przepisami prawnymi. Dlatego ważne jest, aby dokładnie przeanalizować zapisy takiej klauzuli i rozważyć jej potencjalny wpływ na różne aspekty życia prywatnego i zawodowego.